Przed pandemią udało nam się odwiedzić Tropical Island. Tuż przed pandemią otworzył się w Polsce porównywalny park wodny, a raczej powinienem napisać aquapark. Nic dziwnego, iż gdy w końcu udało się nam do niego wybrać, to porównaniom nie było końca. A teraz krótka relacja z wizyty w Suntago Park of Poland we Wręczy.

Dojazd bardzo wygodny. GPS i mapy googla doprowadziły nas na czas i dokładnie na miejsce. Wielki parking bez problemu pozwolił pozostawić samochód przed parkiem, nawet blisko wejścia. Byliśmy około 30 minut przed otwarciem (otwierają o 10) a przed wejściami już stały kolejki. Nie martwiliśmy się bilety – zakupione były online, ale jak widzieliśmy później – na miejscu też nikt nie odszedł z kwitkiem – powiem więcej – wyglądało, że osoby bez biletu wchodziły wcześniej do przebieralni, bo miały krótsze kolejki do wejścia niż osoby z biletami. Przed kasami wielki hol, kilka sklepików, brak toalety, fajna wodna ściana.

Szybkie przejście przez kasę, opaski na nadgarstki i do przebieralni. Nie ma statycznego przypisania do konkretnej szafki, więc o ile nie ma problemu z zajętością, to można wybrać dowolną szafkę. Są dwa rozmiary szafek, pojedynczej wysokości i podwójnej – wybraliśmy pojedyncze – bez problemu zmieściliśmy każdy swoje rzeczy. Same przebieralnie wygodne, nie jest ciasno, niektóre powiększone. Z problemów jakie zauważyliśmy, to skrajne przebieralnie nie miały zabezpieczenia przed wglądem kamer, które widoczne były w lustrach!! Uważam to za niedopuszczalne na takim obiekcie. Potem natryski, dezynfekcja stóp i wejście na baseny.

Sztuczna Fala

Atrakcji kilka było, spory basen w którym generowana była sztuczna fala – nie zawsze było tam się lekko utrzymać na powierzchni, co nie było tylko moją przypadłością. Na czas uruchomienia fali (co godzinę na 10 minut) ratownicy byli w zmożonej gotowości i wielokrotnie upominali nierozważnych rodziców lub wspierali osoby, których woda jednak zaczynała pokonywać. Pojawianie się lekarza i medyka na czas fali dodatkowo wyostrzało zmysły, że może się dziać.

Inną atrakcją jest basen „dzika rzeka” który za pomocą podwodnych dysz wymuszał dosyć przyspieszony nurt wody na tracie całego koryta. Bardzo fajna atrakcja, mniej dynamiczna niż w TI (Tropical Island) ale za do dłuższy. Obok baseny z podwodnymi leżankami z napowietrzeniem oraz nawodne „natryski” wody pod znacznym ciśnieniem, a po przejściu 10 metrów kolejny basen z podwodnymi dyszami. Tu znajduje się również jeden z basenowych barów, gdzie można posiedzieć na podwodnych hookerach i napić się drinka. Przejście w wodzie i taki sam bar tyle że pod dachem. Ze względu na dosyć dynamiczną pogodę (potrafiło wiać i nie było zbyt gorąco) działał głównie bar pod dachem, ale ludzi na zewnątrz nie brakowało. W pewnej odległości znajduje się również specjalne miejsce zabaw dla dzieci a tuż obok stacja grilla.

Osobnym tematem jest hala ze zjeżdżalniami – których jest kilkanaście o różnej dynamice, długości i atrakcjach. W TI i tu nie miałem okazji spróbować zjeżdżalni ale sądząc po ilości ludzi były ok. Co rzuciło mi się w oczy, to w TI nie widziałem żadnego przypadku, a w Suntago kilkukrotnie widziałem osoby, które potrzebowały pomocy medycznej (rozbity nos, rozcięte ramię itp, itd.) – nie wiem czym to było spowodowane. Ślisko było w wielu miejscach – ale w końcu to basen.

Sam park posiada jeszcze kilka innych stref, ale ze względu na rodzinny wyjazd nie mogliśmy skorzystać ze wszystkich – np strefa relaxu – tam też jest ogromny basen, baseny z solankami – dozwolona jest dla osób powyżej 16 roku życia – czyli strefa bez dzieci. Szkoda, nasze dziecko nie drze się, ale mimo to nie mogliśmy tam wejść. Bez problemu oczywiście można bez dziecka tam wejść, różnica w dopłacie biletu to 15zł od osoby. A ha – wszystkie płatności są opłacane bezgotówkowo – dzięki przepasce doliczane do rachunku, opłacanego na wyjściu. Bez obaw, dzieci mają kredyt na 50zł, dorośli na 500zł.

Wśród palm znajdują się leżaki, większość zajęta ręcznikami – ale bez trudu udało się nam znaleźć kilka dla nas. Leżaki są też na piętrze w strefie obiadowej ?

Drinki i napoje w barach były w akceptowalnych cenach, naleśnik z nutellą (20zł – na rachunku naleśnik jest za 9zł nuttela za 11zł) też – choć trochę długo przygotowywane. Hotdogi (9zł) też dobre i akceptowalna cena. 7UP 0.4l 9zł, hot-dog z kabanosem 9zł. Drink bez alkoholu o smaku arbuzowym 18zł, Mojito z alkoholem 27zł (na uwagę, że alkoholu nie czuć pani odpowiedziała, że nie będą upijać gości 🙂 ). Gorzej było z obiadem – włoska i azjatycka restauracja jakoś nie zachęcały do skorzystania, wybraliśmy polską. Kolejka długa, ale w miarę szybko obsługa działała. Miejsc do jedzenia wg mnie trochę mało, zwłaszcza, że osoby stojące na końcu kolejki zajmowały miejsca dla siebie i ci z przodu kolejki nie mieli gdzie jeść 🙂 Nam się udało. A teraz jedzenie. Cena jest ciut ponad 8zł za 100g. Zupa wyceniona jest na 12zł za 250ml (pomidorowa z kluskami całkiem dobra, żurek jakiś dziwny) Devolai + 3 małe ziemniaczki to 16.24zł (devolai bez masła, z czymś udającym ser i słupkiem szynki konserwowej ochyda). Krokiet bardzo wysuszony, schabowy nawet dobry. Devolai z większą ilością ziemniaczków i surówką to koszt 37zł. Schabowy + krokiet + ziemniaki i buraczki to koszt 43zł. Ciasto dnia (porcja 12zł) było chyba najsmaczniejsze z tego wszystkiego. Na następny raz wezmę chyba tylko zupę i ciasto. Mniej nerwów i smak lepszy.

Bilety wstępu na cały dzień do jednej strefy dla dorosłego to 119zł, dla dziecka do 16 roku życia 109zł. Jest opcja skorzystania z bonu turystycznego – ale tylko w opcji z noclegiem – dla naszego zestawu nocleg wychodził prawie tyle co cały bon, więc nie daliśmy się skusić.