Tak się czasem zdarzy, że człowiekowi zachce się w domu coś, czego akurat w domu nie ma. A tam za oknem mróz… wiatr…. w prasie piszą, że miliard na minusie stopni 🙂 Więc prosta decyzja – idziemy 😀

Zabieramy wózek – miś się przewietrzy, będzie gdzie zapakować zakupy no i czym zająć ręce. Przy okazji odkrywamy kilka sposóbów jak wózek można prowadzić, że rączki się odchylają, że można zmienić kierunek jazdy, że przez szybkę widać Kubusia.
W torbie dziś nie było podręcznego zestawu spacerowego – bo nikt nie będzie karmił misia w taki mrozek – więc tam kilka zakupów też weszło… jak i do koszyczka pod spodem.

Dla dziecka – podstawy o tej porze roku i pogodzie – czapka, szalik, rękawiczki, krem na twarz – bo mróz + wiatr to bardzo mało zabawna kombinacja.
Ja – zmarzłem – bo bluzy zapomniałem – więc następnym razem nie zapomnę – kto by chciał dwa razy zmarznąć 🙂

Spacer udany – wszyscy zadowoleni.